Pomieszanie pojęć, nieskuteczne działanie
Od dawna znałem tą prawdę, ale wróciła do mnie ze zdwojoną mocą za sprawą słów prof. Leszka Balcerowicza, który we wstępie do wyboru klasycznych tekstów liberalizmu "Odkrywając wolność" pisze mnie więcej tak: „Zamęt myślowy dezorganizuje myślenie, a przez to działanie”.
Weźmy inwestowanie pieniędzy – niestety olbrzymia grupa ludzi nie rozumie podstawowych pojęć związanych z rynkiem kapitałowym nawet na dość podstawowym poziomie. Nie bez powodu na szczycie hossy w 2007 roku rzesza Polaków ulegała reklamie towarzystw funduszy inwestycyjnych, które promowały w agresywny sposób historyczne zyski swoich funduszy.
Do dzisiaj można się spotkać z zarzutami, że prawdziwym celem maklerów czy zarządzających funduszami jest „przegranie” naszych pieniędzy na giełdzie. Najciekawsze jest to, że wielu klientów do teraz nie rozumie różnicy między bankami a towarzystwami funduszy inwestycyjnych, a są to przecież zupełnie odrębne instytucje, choć czasem związane wewnątrz tej samej grupy kapitałowej.
Ale banki pełnią zazwyczaj rolę wyłącznie dystrybucyjną, a to towarzystwa zarządzają inwestycjami.
Zresztą – jakie to ma tak naprawdę znaczenie? Fundusze inwestycyjne to nie są w żadnym wypadku lokaty, a inwestowanie w nie polega na czymś zupełnie innym niż jakiekolwiek gwarantowane sposoby oszczędzania. Praktyczne pewne jest, że wartość naszego portfela będzie w krótkim czasie spadać i tego praktycznie nie da się uniknąć (chyba że kupujemy na samym dnie).
Za to w dłuższej perspektywie po naszej stronie stoi przewidywalność inwestycji giełdowych, które przechodzą cykliczne bessy i hossy odzwierciedlające koniunkturę gospodarczą. Szczególnie jeśli kupujemy przy niskich wycenach (używając to analizy choćby wskaźnika cena do zysku dla głównych indeksów giełdowych), powinniśmy w długim czasie zobaczyć ponadprzeciętne zyski.
Ale jeśli uważamy, że na funduszach będziemy tylko i wyłącznie zyskiwać, jesteśmy w błędzie. Wtedy lepiej rzeczywiście się w nie nie bawić.
Inwestowanie w akcje spółek dywidendowych – pierwsze przemyślenia
Wśród spółek giełdowych warto zwrócić uwagę na kategorię spółek dywidendowych, czyli takich, które regularnie wypłacają swoim akcjonariuszom dywidendę. Na czym polega dywidenda? Jest to wypłacany właścicielom akcji udział w zysku za poprzedni rok. Jeśli mamy na swoim rachunku maklerskim akcje takiej spółki (np. KGHM, PZU, Agora), przelane zostaną na niego środki z przydziału dywidendy.
Polskie spółki przyznają dywidendę raz w roku, ale nie każda firma notowana na GPW jest do tego zobligowana. W zasadzie jest to decyzja zarządu, a często stanowi strategię firmy. Dywidenda może być wypłacana regularnie lub okazjonalnie.
Inwestowanie w akcje spółek dywidendowych to ciekawa strategia. Na polskiej giełdzie funkcjonuje od niedawna specjalny index WIGdiv, który skupia spółki wypłacające regularnie dywidendę. Wypłacanie dywidend nie jest tak rozpowszechnioną praktyką jak na bardziej rozwiniętych rynkach, np. USA, ale kilkanaście spółek znajdziemy.
Na czym polega atrakcyjność inwestowania w spółki dywidendowe? Na możliwości zarobienia zarówno na dywidendzie, jak i zwyżce kursu, szczególnie w dłuższej perspektywie. Wypłacona akcjonariuszom dywidenda jest odpisywana od kursu firmy, ale w kolejnych miesiącach może on ponownie rosnąć.
Mamy w tej sytuacji dwie możliwości – albo trzymamy akcje dalej, licząc na kolejne dywidendy, a może i dalszy wzrost, albo sprzedajemy z zyskiem, inkasując dywidendę oraz różnicę pomiędzy ceną zakupu i sprzedaży.
Dlatego najlepiej kupować stabilne, silne spółki, które są aktualnie przecenione, a mają historię regularnych wypłat dywidendy (np. wiele spółek z udziałem państwa). Był moment w 2008r., kiedy akcje KGHM kosztowały niewiele ponad 20zł – panika minęła, cena papieru wzrosła kilkukrotnie, a spółka potrafi wypłacić roczną dywidendę wartą więcej niż 20zł na akcję. Jeśli ktoś kupił akcje po 20zł jest właścicielem fantastycznej inwestycji.
To ekstremalny przykład i warto wiedzieć, że z inwestowaniem w spółki dywidendowe łączy się ryzyko. Jednym z nich jest niepewność co do przyszłego kursu spółki oraz jej kondycji ekonomicznej. Jeśli wpadnie w kłopoty, przestanie wypłacać dywidendę, a jej akcje będą wyceniane dużo niżej. Innym ryzykiem jest możliwość zawieszenia lub wstrzymania wypłaty dywidendy ze względu na plany inwestycyjne firmy lub inne okoliczności.
Co to jest ryzyko reinwestycji?
Ryzyko reinwestycji to jedno z najważniejszych typów ryzyka w świecie finansów. Najprościej rzecz ujmując, chodzi o to, że po zakończeniu jednej inwestycji lub jej części nie będzie już tak atrakcyjnych warunków do kolejnej inwestycji w kolejnym okresie.
Najczęściej odnosi się je do obligacji o długim okresie trwania opartych o inflację lub inny zmienny czynnik. Powiedzmy, że odsetki (tzw. kupon) płatny jest co sześć miesięcy. Inflacja w tym okresie spada, co oznacza, że kolejne sześć miesięcy przyniesie mniejszy zwrot. Ryzyko reinwestycji ujawnia się najbardziej w odniesieniu do odsetek, które otrzymuje inwestor – gdyby chciał je znowu zainwestować w ten same obligacje, jego zysk w przyszłości będzie mniejszy.
W rzeczywistości z ryzykiem reinwestowania środków mamy do czynienia także w przypadku lokat. Musimy podjąć decyzję, czy założyć lokatę na dłuższy okres i dzięki temu odroczyć reinwestycję środków, czy jednak skorzystać z krótszej lokaty, wiedząc, że za kilka miesięcy będziemy musieli szukać kolejnego rozwiązania dla swoich pieniędzy.
Problem wydaje się trywialny, jeśli obracamy drobnymi oszczędnościami, ale w momencie kiedy są to kwoty liczone w setkach tysięcy złotych, w grę wchodzą poważne różnice w poziomie odsetek oraz olbrzymia niepewność. Wynikająca po pierwsze ze zmienności ofert na rynku, a po drugie z konieczności wykonywania nowych operacji w banku czy na koncie maklerskim.
Dlatego przy pewnym poziomie majątku spada chęć do szybkiego przeskakiwania z oferty na ofertę w poszukiwaniu najwyższych krótkoterminowych zysków, a rośnie chęć stabilizowania swojego portfela na najwyższym możliwym poziomie bez konieczności częstego reinwestowania środków.